Złote myśli ministra

Bodaj przedwczoraj wpadła mi w ucho radiowa wypowiedź ministra zdrowia Zbigniewa Religi, w której zaszczycił słuchaczy swą pryncypialną krytyką „łapówkarstwa” w tzw. służbie zdrowia. 

Minister raczył był określić wręczanie „łapówek” profesją niehonorową a pacjentów oddających się tej zbrodni uznał za „pozbawionych honoru”. 

Dla osób rozgarniętych nieco bardziej niż niewiele oczywiste jest, że tzw. łapówki to po prostu przebijający się przez rządowy beton wolny rynek. 

Rynek to zjawisko dostarczania konsumentom najbardziej pożądanych wartości po najniższych cenach. Jedną z najbardziej pożądanych wartości jest zdrowie więc nic dziwnego, że zadusić rynek zdrowia państwowym betonem jest niezwykle wprost trudno. 

Ale i nic dziwnego, że rynek zdrowia, tak silnie miażdżony, nie wygląda ani ładnie ani pociągająco. 

Minister Religa siedzi sobie na wulkanie i marzy, że pewną częścią ciała zatka krater i będzie spokój. Jest to zadanie wiele bardziej ambitne niż rowerowa podróż na Marsa więc trudno się ministrowi dziwić, że złości się, tupie nogami i popluwa od czasu do czasu na pacjentów, którzy za nic nie chcą składać swojego zdrowia ani życia na ołtarzu panareligowej artystycznej wizji. 

Swoją drogą – mało kto przedstawia sobie jak wielu ludzi cierpi i umiera dla tych serwistycznych systemów „bezpłatnej” ochrony zdrowia, która tak jest dla ludzi dobra, że aż przymusowa. 

Samo przymusowe „uregulowanie” przez władzę rynku lekarstw spowodowało, że nie wynaleziono ani nie rozpowszechniono ogromnej ilości leków, które uratowałyby zdrowie i życie ogromnej ilości ludzi. 

Bardzo jestem ciekawy, czy Ludwik Pasteur w dzisiejszych czasach nie zostałby wsadzony do pokoiku z oknem za szkocką firanką. W końcu eksperymentował na 9-letnim chłopcu! Gdyby państwo uniemożliwiło mu ten eksperyment nakazem wieloletnich, biurokratycznych badań – dziecko by zmarło podobnie jak dziesiątki, setki i tysiące innych chorych na wściekliznę. Czy w obecnym niewolniczym systemie jest szansa na podobny sukces? Nie ma najmniejszej. 

Jeśli minister Religa dojechałby tym swoim rowerem na Marsa, tzn. gdyby udało mu się wyeliminować owe 5 do 7 mld złotych łapówek wręczanych lekarzom – zapewne ofiar byłoby znacznie więcej a ludzie żegnaliby swoich idących do szpitala bliskich jeszcze lękliwiej niż obecnie. 

Tej hekatomby świadomi są oczywiście owi rozgarnięci nieco bardziej niż niewiele. Ale i dla tych, którzy rozgarnięci są już mniej nasze ministerstwo oferuje ciekawe slajdy: a to wcześniak w kieszeni u pielęgniarki, a to pijany pan doktor zostawi sobie skalpel w pacjencie, a to się żółtaczkę sprzeda, a to studenci medycyny ubaw sobie zrobią ze staruszków w zakładzie opieki… 

I ktoś tu jeszcze straszy wolnym rynkiem? Ten obecny, niewolniczy, mało jest straszny?

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply