Ministerstwo Finansów zastosowało podstęp w celu wprowadzenia do projektu ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw postanowień znacznie rozszerzających możliwości inwigilowania internautów przez policję.
Projektowany przepis brzmi:
W celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw, Policji mogą być udostępniane dane, o których mowa w art. 18 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144, poz. 1204, z późn. zm.4). Przepisy ust. 1–7 stosuje się odpowiednio.
Dotychczas “w celu zapobiegania lub wykrywania przestępstw” przepis ten dopuszczał jedynie udostępnianie danych niezbędnych do ustalenia urządzenia i użytkownika końcowego – tj. pozwalał Policji na monitorowanie ruchu w Internecie bez pozyskiwania tą ścieżką danych osobowych.
Jeżeli nowelizacja przepisu wejdzie w życie – Policja dostanie na biurko dane obejmujące w szczególności imię, nazwisko i adres zamieszkania internauty a także dowolne inne dane związane z rodzajem wykorzystywanych przez niego usług.
Korzystanie z tych danych nie będzie wymagało toczącego się postępowania w konkretnej sprawie, wystarczy chęć “zapobiegania przestępstwom”. Do obiegu trafić może obszerne dossier każdej osoby, nawet jeżeli nie popełniła ona żadnego przestępstwa ani nie jest o to podejrzewana.
Przepisu tego nie było w pierwotnej wersji projektu z 13.11.2009. Został on “doklejony” w miniony piątek, żeby zaraz po weekendzie przyjąć go na posiedzeniu Komitetu Rady Ministrów i uniknąć kłopotliwej debaty publicznej.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że jeszcze w sierpniu tego roku rząd oficjalnie dementował pogłoski o przygotowaniach do takiej nowelizacji. Jak podawała wówczas Gazeta.pl:
MSWiA w oficjalnym oświadczeniu zdementowała wcześniejsze doniesienia Rzeczpospolitej, jakoby przygotowywana była nowelizacja ustawy, pozwalająca na inwigilację Internetu przez odpowiednie służby.
Nie można zatem wykluczyć, że obecna administracja nie tylko stara się działać z zaskoczenia ale po prostu opinię publiczną świadomie wcześniej wprowadza w błąd.
Oczywiste jest, że próba przemycenia kolejnych (po indeksie stron zakazanych) antyinternetowych poprawek nie ma żadnego przedmiotowego związku z tematem hazardu ani z przedmiotem działalności Ministra Finansów. Fakt znalezienia się tych uregulowań w przepisach “hazardowych” wynika z narzuconej tutaj przez rząd błyskawicznej ścieżki legislacyjnej, która daje szansę na niedopuszczenie do głosu opinii publicznej.
Plan “cichej legislacji” się nie powiódł, informacje rozlały się po Internecie a kłopotliwa decyzja w tej sprawie przesunięta została na czwartek.
O sprawie napisały:
- Dziennik: Rząd chce, by służby śledziły nas w sieci
- Gazeta: Nowelizacja ustawy hazardowej wprowadzi inwigilację internautów?
- Interia: Obywatel w sieci Policji
- Wirtualna Polska: Koniec z anonimowością w sieci
- Onet: Koniec internetowej prywatności
Temat szczegółowo zrecenzował w swoim serwisie Piotr Waglowski.










Totalna dezinformacja to marzenie rządzących. Tak jest, było i niestety będzie.
P.S. Tak na marginesie maiłbym do ciebie Maćku prośbę. Mógłbyś na tym blogu zamieścić linki do różnych scenariuszy działań w społeczeństwie wolnym. Uwielbiam je czytać.:)
Coś takiego jak tu:
http://www.libertarianizm.pl/wolnosciowe_czytanki/bezpieczenstwo_i_wymiar_sprawiedliwosci/sady_sedziowie_i_prawo_w_wolnym_miescie