Mijający miesiąc upłynął pod znakiem gwałtownej eskalacji konfliktu pomiędzy korporacjami a zwolennikami wolnej informacji.
17 kwietnia sąd w Sztokholmie skazał Petera Sunde, Fredrika Neij, Gottfrida Svartholma i Carla Lundstroma na 3,6 mln dolarów “odszkodowania” oraz na rok więzienia za prowadzenie strony udostępniającej odnośniki do zasobów cyfrowych. Mowa oczywiście o The Pirate Bay.
Już następnego dnia na ulice Sztokholmu ruszyła manifestacja w obronie skazanych, głos zabrali liderzy szwedzkiej Partii Piratów. Przemawiał szef partii, Rick Falkvinge:
Politycy wypowiedzieli wojnę całemu naszemu pokoleniu. Nasi politycy to cyfrowi analfabeci – potrzebujemy polityków, którzy nie będą się kłaniać zamorskim potęgom.
Ponawiane ataki na swobodę informacji skutkują stałym wzrostem poparcia dla idei wolności słowa. W czerwcu 2006 roku Piratpartiet miała nieco ponad 6000 członków. W ciagu jednego dnia po ostatnim wyroku do partii zapisało się 6000 osób, partia osiągnęla stan 20000 członków i stała się jedną z czołowych sił politycznych w 10 milionowej Szwecji. Na 22 kwietnia liczba ta zwiększyła się jeszcze dwukrotnie – do 40 tysięcy.
Skazani Szwedzi nie tracą dobrego samopoczucia, kpią z wyroku oraz zasądzonych odszkodowań:
Nawet gdybym miał pieniądze, wolałbym je spalić, a po popiół musieliby się pofatygować.
Obrońca Szwedów oskarżył sędziego o stronniczość. Okazało się, że sędzia należał do kilku organizacji trudniących się działalnością na rzecz praw autorskich. Skazani zażądali powtórzenia procesu.
Partia Piratów rośnie w siłę także poza Szwecją – W formie zarejestrowanej działa w Niemczech, Polsce, Hiszpanii i Austrii. W stadium organizacyjnym PP funkcjonuje jeszcze w kilkunastu innych krajach.
Walka o swobodną wymianę informacji staje się pomału główną areną zmagań z agresywną działalnością władz.
Czytaj także:
Wywiad z Rickardem Falkvinge
Nikt nie zatopi The Pirate Bay









