Wierzę w Chiny, jeszcze bardziej…

Na nową książkę Guya Sormana „Rok Koguta” czekałem z niecierpliwością. Leseferyzm i szacunek dla USA w jego wydaniu ma dla mnie dodatkowy, raz francuski, raz europejski smak.

Poprzednią książkę „Made in USA” przeczytałem jednym tchem, sycąc się prawie terapeutycznym klimatem wolności podpartym rzetelną analizą. „Rok Koguta” czytałem z nie mniejszym „wkręceniem” ale z rosnącym zaskoczeniem i chyba pokorą.

Polecam każdemu wyznawcy wolnego rynku ten kubeł zimnej wody. Moja ocena sytuacji w Chinach jest dziś zdecydowanie bogatsza choć z bólem musiałem się rozstać w paroma uproszczeniami jakie zapuściły korzenie w mojej głowie.

Sorman pokazuje jak zdeformowany mamy obrazek „chińskiego wolnego rynku”. Obala też mit o sile tej gospodarki, o zagrożeniu dla świata.

Chińskie kopalnie są własnością partyjnych bonzów i ich rodzin. Biznesu właściwie nie zrobisz jeśli nie wejdziesz pośrednio lub bezpośrednio we flirt ze skorumpowaną, godną swej nazwy „łżeelitą”.

„Siłą” tego „wolnego rynku” są chłopi, trzymani na małych poletkach bez prawa własności. Naciskani aby emigrowali do miast, zasilają sztucznie wytwarzaną 100 milionową tanią siłę roboczą. Taka specyficzna, brutalna socjotechnika. Jeśli ktoś porównuje to z wolnym rynkiem to nie wie o czym mówi.

Jednak widzę światełko w tunelu, którego być może przytłoczony rocznym pobytem w środku chińskiego dramatu autor, nie widzi. Chodzi o dwie sprawy, jedna to prawo druga to… Laotse.

W kwestii prawa, nadzieją dla Chin jest o paradoksie!… uwłaszczenie nomenklatury partyjnej! Podstawą komunizmu jest brak prywatnej własności, natomiast jego chińska odmiana rozwija mentalność posiadacza, nawołuje „bogaćcie się”! Jednak nie można się bogacić bez przejrzystych i niepodważalnych zasad prawa i własności. (De Soto pokazał to w „Tajemnicy kapitału”). To może być ukryty koń trojański, samobójczy cios reżimu. We własnym interesie dzisiejsza nomenklatura musi umacniać prawo własności aby utrzymać kiedyś swoje zdobycze. Rosnąca liczba właścicieli stanie się największą siłą w Państwie. To może otworzyć furtkę dla uciskanych dziś chłopów.

A co ma Laotse do sprawy? Cała opowieść zbudowana jest na dychotomii Konfucjanizmu i tępionego przez lata Taoizmu. Nie bez powodu, przecież wszyscy libertarianie, leseferyści, zwolennicy wolnego rynku są tak na prawdę Taoistami. Natomiast Chiny kontynentalne to spuścizna mistrza Konga. Czyż „laissez faire” jak wolnościowe TAO nie znaczy “pozwól żyć”?!

Mam wrażenie, że Sorman, pod ciężarem ludzkiego (chińskiego) ciężkiego losu w naturalny ludzki sposób się “ugiął”. Zrozumiałe współczucie, które powinno towarzyszyć każdemu z nas przesłoniło zbyt mocno przebijające się pozytywne aspekty. Jak pisze sam autor, podając konkretne przykłady Chińczyków:

“Bez przedsiębiorców nie istniałyby przedsiębiorstwa, a założyciel Man Sum (fabryka opisywana przez Sormana – przyp. mój) jest taoistą, tak jak nieomal wszyscy szefowie firm w tych Chinach, które są otwarte na świat. Gao oddaje cześć Bogu Pomyślności, a nie posępnej postaci mistrza Konga (Konfucjusza – urzędniczego mentora). *

To jest właśnie kapitał Chin, ten Gilderowski moralny kapitalizm wyrastający z głęboko zakorzenionej w Chińczykach i jednak nie wykorzenionej moralności Laotse. To Ci ludzie “dźwigną” na swych barkach chińskie przemiany, przechowają rozsądek umiar i szacunek dla człowieka. Wierzę w Chiny, jeszcze bardziej, choć wiem jak wielka praca przed nimi kiedy się wyzwolą… ja, Polak to wiem…

*Dojaśnię, że w opisywanej fabryce dba się o pracowników i nie z przymusu czy pod publiczkę, z … uczciwości.

Gubon

 Autor prowadzi bloga: www.gubon.bblog.pl

You can leave a response, or trackback from your own site.

2 Responses to “Wierzę w Chiny, jeszcze bardziej…”

  1. Cezarroo says:

    Gubonie,
    Chiny, Indie – prawie połowa ludności tej Ziemi. Trudno się nie interesować Chinami, których gospodarka od kilkunastu lat rozwija się w szalonym tempie. Do amerykańskiej potei gospodarczej to im jeszcze bardzo daleko, a do demokracji w wydaniu amerykańskim pewnie ze 100 lat…. choć może się mylę (mam taką nadzieję i tego życzę Chińczykom).

    Nie wierzę, żeby Chiny mogły zbliżyć się pod względem potęgi gospodarczej do USA czy Europy bez demokratyzacji życia.

    Nie jestem wielkim znawcom Chin, ale tam jest coraz więcej ludzi zamożnych, bogatych, czy przynajmniej prowadzących godziwe życie. To oni są konsumentami. To oni są tyranami. To oni “głosują” na poszczególnych przedsiębiorców swoimi ciężko zarobionymi pieniędzmi.

    W stosunku do setek milionów “ciemnych” i biednych to jeszcze ciągle mało, ale jak te proporcje się zwiększą, to sprawa wolności człowieka stanie się rzeczą ważną w skali państwa, a wtedy utrzymanie zamordyzmu postkomunistycznej władzy, która wie lepiej co potrzeba obywatelom stanie się fizycznie niemożliwe. Wtedy rozkwitnie moralność Laotse.

    Nie znam żadnego bogatego reżimowego państwa. Rosja ? Tyle, że żyje głównie ze sprzedaży surowców. No i reżim już nie taki “książkowy” oraz “bogactwo” przeciętnego Rosjanina chyba poniżej przeciętnej :-).

    Pozdrawiam.

  2. Apfelbaum says:

    Jaki związek demokracja z gospodarką, bo ja nigdy nie zauważyłem by państwa demokratyczne były uprzywilejowane przez prawa ekonomi. Inflacja i pusty skarb państwa to przecież znamiona rządów demokratycznych populistów.

Leave a Reply