Potężny krach „papierowej” gospodarki opartej na pustym pieniądzu może wydawać się równie baśniowy jak rychły, efektowny koniec świata.
Niemniej daje się zaobserwować coraz więcej niepokojących sygnałów zbliżającego się ekonomicznego kataklizmu.
Bankructwo państwa jest oczywiste co najmniej od chwili, kiedy państwowe banknoty przestały mieć pokrycie w jakimkolwiek towarze przedstawiającym wartość.
W chwili obecnej sytuacja państwa przedstawia się podobnie jak sytuacja magazynu złota, w którym złota już nie ma. Klienci magazynu jeszcze posługują się we wzajemnych rozliczeniach kwitami na nieistniejące złoto. Ludzie JESZCZE ufają tym kwitom, jakby wierząc, że magazyn nie jest pusty.
Ludzka natura uniemożliwia jednak trwanie stanu, w którym bez końca ufa się w istnienie czegoś, czego nie ma.
Pękają szwy i spod płaszcza widać coraz więcej.
Oto kilka luźnych cytatów z ostatniej chwili (za gazeta.pl):
„Żona po śmierci męża dostanie jego emeryturę. Odkładane przez lata w funduszach emerytalnych oszczędności nie przepadną. Taką decyzję podjął wczoraj wicepremier Przemysław Gosiewski”
Manipulacja czy nie – wydaje się jednak, że emerytury pomału zaczynają już zależeć od tego, którą nogą wstał z łóżka aktualny wicepremier.
„Tworząc przed ośmioma laty OFE, nikt nie zdecydował jednak, jak te pieniądze wrócą do emerytów – czyli kto i jak będzie je inwestował i wypłacał.”
Cóż za przeoczenie! Precyzyjnie określono rozmiar rabunku ale o sposobie wypłaty emerytur jakoś „nikt nie zdecydował”.
„Rząd do jej obliczania będzie stosował osobne dla kobiet i mężczyzn tzw. tablice dalszego trwania życia. A to oznacza, że kobieta zarabiająca tyle samo co mężczyzna, gdy wybierze emeryturę indywidualną będzie dostawała o 40 proc. mniej pieniędzy. Wszystko dlatego, że o 5 lat krócej pracuje (a wiec mniej odkłada składek) i statystycznie dłużej żyje (a to dla zakładów emerytalnych ryzyko wypłacania większych pieniędzy.”
To jak to w końcu jest z wiekiem emerytalnym? Niższy jest dobrodziejstwem czy przekleństwem? „Tablice dalszego trwania życia” – ale to brzmi… Życie już nie jest „wartością najwyższą” tylko „ryzykiem wypłacania większych pieniędzy”?
„Problem w tym, że z emerytury małżeńskiej nie skorzystają wszyscy Polacy. Nie będą mogli pobierać jej najubożsi.
Nie dostanie jej mąż, który niewiele zarabiał i po podzieleniu się składkami z niepracującą żoną (zarówno z I jak i II filaru) wyjdzie mu emerytura poniżej minimalnego świadczenia (dziś to ok. 560 zł). Po jego śmierci żona pozostanie bez środków do życia. Takie rozwiązanie ma chronić budżet państwa, który – gdyby małżonkom wypadała niższa emerytura od 560 zł – musiałby brakującą sumę dopłacać”
Tak po prostu ubogie wdowy muszą umrzeć z głodu, żeby „chronić budżet państwa”. A swoją drogą trudno o bardziej obrazowy przykład na kretynizm osób popierających instytucję „minimalnego świadczenia” („minimalnej płacy” itd.)
Być może niektóre wiadomości z GW to manipulacja. Zapasy w błocie mają się dobrze. Ale logika upadku demokracji tak czy inaczej jest czytelna: państwo nas zadepcze, żeby ochronić przywileje establishmentu.
Kiedy nastąpi krach to urzędasy wyfruną w jakieś zaciszne miejsce na antypodach a my będziemy sobie zdychać z głodu.
Ten scenariusz nie ziścił się dotąd chyba tylko z powodu rewolucji technologicznej, której ciągle udaje się dotrzymywać kroku rewolucji złodziejskiej i neutralizować skutki państwowego rabunku.
Może dzięki technologii mamy jeszcze trochę czasu, żeby uniknąć stuknięcia głową w granitowy bruczek ekonomicznych realiów?
Maciej Dudek
RSS Feed
Posted in Uncategorized 