Przerażająco dziki wolny rynek

Słysząc o wolnym, bezpaństwowym rynku ludzie o miękkich sercach i umysłach mają przed oczami obraz dzikiej sawanny, gdzie krwiożerczy drapieżnik topi kły w grzbiecie bezbronnej antylopy.

Wymyślmy jakiś ekstremalny przypadek.

Mamy starego, straszliwego szefa potężnej korporacji. Monstrum pozbawione cienia współczucia, które na szczyty wspięło się depcząc diablimi racicami zakrwawione plecy ludzi dobrej roboty.

Powiedzmy, że monstrum to czeka na przeszczep jakichś organów a czas oczekiwania jest tak długi, że szanse na legalną podmianę są śladowe.

Oczywiście monstrum chce żyć i usilnie kombinuje jakby swoją zagrożoną egzystencję przedłużyć.

Dla potwora wybór jest prosty – w biednych regionach funkcjonują sobie zdrowe, młode organy opakowane w ciała bezdomnej biedoty. Trzeba tylko złowić zdobycz, pozbyć się opakowania i wykonać upragniony upgrade.

I tutaj możliwości są dwie. Możliwość pierwsza: państwo istnieje. Możliwość druga: wręcz przeciwnie.

Rzecze etatysta:

Władza wybrana z woli narodu stara się poskromić potwora korzystając z prawa karnego oraz sił policyjnych. Może nie zawsze się to udaje, ale lepszego systemu nie wymyślono.

Gdyby brak było państwa i funkcjonował wolny rynek, to potwór po prostu wynająłby firmę, która dostarczyłaby mu potrzebne organy odbierając je siłą ich pierwotnemu właścicielowi. W wersji soft: dawca będący ojcem przymierających głodem dzieci poświęciłby się dla nich sprzedając swoje organy wraz z życiem.

Rzecze libertarianin:

Władza państwowa poskromi tylko tych przestępców, którzy z nią dobrze nie żyją. Reszta pozostanie bezkarna (i jest to zasadniczy element systemu a nie jego marginalna patologia). Przykład autentyczny to (nadal trwający!) dramat w miejscowości Juarez w Meksyku: http://www.odyssei.com/forum/index.php?showto…

Potwory nie tylko ominą władzę, ale i wykorzystają ją jako potężny wzmacniacz swojej siły.

Przechodzimy do deseru: wersja libertariańska w warunkach bezpaństwowego, wolnego rynku.

Sposób, z jakim społeczność bezpaństwowa poradzi sobie z obrzydliwie bogatym wampirem to w zasadzie nie jeden a wiele sposobów.

Po pierwsze:
Rzeczywista opozycja to nie opozycja [bogaty]-[biedny] ale opozycja [bogaty zły]-[bogaci i biedni dobrzy]. Pojedynczy zły jest w tym układzie na straconej pozycji o ile władza państwowa nakazami lub zakazami nie zablokuje uwolnienia potencjału dobrych.

Po drugie:
Istotnym krokiem umożliwiającym uwolnienie potencjału dobrych będzie rozpowszechnienie informacji o diabolicznym działaniu złego. Z chęci zysku zajmą się tym media. Obecnie rynek mediów wynaturzony jest przez władzę państwową (dla której jest to tuba propagująca m.in. samo istnienie władzy). Rynek ten zduszony jest też przez pochodzące od władzy regulacje (w szczególności instytucję “praw” autorskich).

Po trzecie:
Zasadniczym gwoździem do trumny potwora będzie oznaczenie go przez firmy ewidencyjne. Oczywiście – z chęci zysku, aby klienci tych firm mieli rzetelną informację z kim mają do czynienia.

Po czwarte:
Ogromna większość ludzi zamknie przed oznaczoną bestią swoje domeny (nieruchomości, trakty komunikacyjne, punkty usługowe, możliwość zawarcia jakiejkolwiek umowy). O ile “dla fantazji” ktoś tego nie uczyni, zapewne i jego się oznaczy jako osobę kontaktującą się z kimś skrajnie złym, co życia mu bynajmniej nie ułatwi.

Po piąte:
Dla zysku prywatne sądy zweryfikują stan faktyczny (zapłacą firmy ewidencyjne? kto to wie…) celem uniknięcia odszkodowań w razie niezgodnego z prawdą oznaczenia kogoś jako szkodzącego innym agresora.

Po szóste:
Wszystkie domeny nie będą mogły być dla potwora zamknięte o ile nie wyśle się go w kosmos lub nie zabije. Wydaje się, że nawet w przypadku najcięższych zbrodni kara śmierci byłaby niepotrzebna – wyspecjalizowane domeny, do których z konieczności trafiłby skazany (a raczej – wskazany) stanowiłyby miejsca, gdzie rzeczywistość obeszłaby się z nim w sposób najbardziej adekwatny (co wcale nie znaczy najokrutniejszy!). Z czegoś przecież takie domeny musiałyby żyć.

Po siódme:
Do wyparcia banity z zamkniętych dla niego domen nie trzeba będzie państwowych sił policyjnych. Uczynią to firmy chroniące domeny przed wtargnięciem nieproszonych gości. Nie tyle będzie to ściganie co blokowanie wstępu.

Po ósme:
Dla zysku pozlatują się wyspecjalizowane firmy, które do ostatniej złotówki wycenią finansowy wymiar szkód spowodowanych przez wskazanego celem ich naprawienia ze środków zgromadzonych w jego domenie.

Po dziewiąte:
Z uwagi na chęć zysku podmiotów świadczących wyżej opisane usługi – ww. środki zaradcze podjęte zostaną błyskawicznie, najmniejszym nakładem środków, w dużym stopniu równolegle – tak aby efekt osiągnięty został szybko, sprawnie i zgodnie z powszechnym poczuciem sprawiedliwości.

Po dziesiąte:
W całej tej procedurze ani przez moment nie będzie potrzebne państwo.

Prognoza ta jest oczywiście prymitywna, uproszczona i z pewnością rzeczywisty kształt tych procesów będzie wyglądał inaczej.

Niemniej niezmienna pozostanie zasada – państwo pomału staje się nieprzydatne do niczego. Tym samym tracą rację bytu podatki, państwowe nakazy i zakazy i cały garb, który się z tym wiąże (z biurokracją na czele).

Dlatego właśnie współczesne państwa, parlamenty, politycy prezentują się coraz gorzej i coraz mniej profesjonalnie. One po prostu upadają.

Maciej Dudek

You can leave a response, or trackback from your own site.

One Response to “Przerażająco dziki wolny rynek”

  1. Cezarroo says:

    Niestety Macieju na wolny rynek pracy po likwidacji pańśtwa dostanie się setki tysięcy miernot :-) ha ha ha ha haha .

    Przepraszam urzędników państwowych za ten grubiański żart.
    To system korumpuje.

    Wierzę, że w administracji pańśtwowej pracuje wiele kompetentnych osób, które w prywatnych firmach działałyby efektywniej.

Leave a Reply