Prywatyzacja ustawodawstwa

Uderzmy w samo serce państwa – we władzę ustawodawczą.

Jeśli dwie, swobodnie działające strony, zawarły umowę to w stosunkach pomiędzy nimi jest ona prawem.

Czy takie prawo może zastąpić cały upadający system oparty o wyborczy “kontrakt” demokratyczny? Czy prawo ustaw można zastąpić prawem, na które składa się system umów prywatnych?

Elementami,  z których skonstruowane jest prawo byłyby wtedy nie ustawy i rozporządzenia  ale umowy prywatne połączone w rozległy system porządkujący życie społeczne.

Proszę zwrócić uwagę, że w przypadku obecnych ustaw zasada jest podobna. Politycy prezentują swoje wdzięki w kampanii wyborczej – co stanowi ofertę zawarcia umowy. Obywatele wybierają ofertę i podpisują umowę na kartce wyborczej.

W umowie politycy zobowiązują się do wykonania swoich obietnic a obywatele do poddania się temu wszystkiemu, co zdaniem polityków będzie do tego konieczne.

Taki kontrakt wyborczy w prawie cywilnym MUSI zostać uznany za zawarty w sposób rażąco naruszający interesy jednej ze stron. Jest to temat na osobną notkę, tutaj zauważę tylko, że umowa zawiera klauzulę, w której ZWALNIA się polityków ze wszelkich zaciągniętych w trakcie negocjacji (kampanii wyborczej) zobowiązań. Tym właśnie jest przepis o niezwiązaniu mandatu posła instrukcjami wyborców.

To zupełnie tak, jakby zawrzeć umowę np. pożyczki, w której małym drukiem pożyczkobiorcę uprawnia się do odstąpienia od umowy pożyczki bez jakichkolwiek kosztów (w tym bez obowiązku zwrotu pożyczki!).

Współczesny, demokratyczny kontrakt wyborczy oczywiście nie jest ograniczony do układu polityk-wyborca. W kontrakcie bierze udział oligarchia finansowa dokonująca finansowej preselekcji polityków oraz media, które „włączając” polityka do kontraktu umożliwiają po prostu jego zaistnienie.

Tak czy inaczej oczywistą fikcją jest demokratyczny mit o „racjonalnym” charakterze decyzji wyborcy. Decyzja wyborcy z konieczności „ustawiona” jest oligarchiczną i medialną preselekcją, która dla przeważającej liczby wyborców jest skuteczna i jako taka – całkowicie wystarczająca dla rezultatu wyborczego.

Prywatyzacja ustawodawstwa to byłby pewien niewielki zabieg polegający na uczciwej rezygnacji z wyżej opisanej fikcji.

W zakresie prawa karnego prosiłbym o uprzednie zapoznanie się z tym tekstem: http://maciejdudek.wordpress.com/2007/05/28/o

Więc jak – jest to do pomyślenia? A może już się tak dzieje?

Maciej Dudek

You can leave a response, or trackback from your own site.

2 Responses to “Prywatyzacja ustawodawstwa”

  1. Ola says:

    Witam,
    Jestem ZA. Jakby to było cudownie, gdyby politycy ponosili odpowiedzialność materialną za swoje czyny!
    Pewnie albo by nic nie uchwalali, żeby nie płacić jak to ktoś zweryfikuje, albo uchwalaliby, ale prawo nie byłoby przestrzegane (wyjątek: jak by się chciało kogoś usunąć, to wtedy prawa by się przestrzegało), albo posłowie wzieliby się do roboty, ale mam duże wątpliwości, że tak by było.
    Wydaje mi się, że państwo minimum nie sprawdzi się.
    Trzeba iść na całość inaczej nigdzie nie dojdziemy.
    Pozdrawiam,
    P.S. Oczywiście nie zgadzam sie z podatkiem “Religi”, i jeszcze beszczelnie informują nas, jak już go uchwalili.
    Ma Pan rację, ONI się tego nigdy nie oduczą, i trzeba ich siłą odciągnąć od koryta.

  2. Maciej Dudek says:

    Raczej nie trzeba ich będzie od koryta odciągać siłą – w pewnym momencie koryto okaże się puste, świniopasy dadzą sobie wolne i nie będzie czym tych koryt napełnić ;)

Leave a Reply