Policja wie wszystko, i się tego nie wstydzi – napisał w swoim blogu „No Trespassing” Bartłomiej Ciszewski. Ja spojrzałbym na tę kwestie z innej nieco strony.
Informacja to taki sam umożliwiający przetrwanie towar jak żywność nic więc dziwnego, że jest na nią popyt i co za tym idzie – pojawia się podaż.
Dla każdego liberała jasne jest, że rząd nie będąc na rynku zawsze będzie przegrywał z firmami w tym życiodajnym ekosystemie wzrastającymi. Tak więc i w poborze informacji firmy wyprzedzą rządowego pasożyta, nie tylko gromadząc jej większe ilości ale też i lepszą ich jakość, nie tylko akumulując informację ale i lepiej ją wykorzystując.
Przykładów jest mnóstwo: personalizowane usługi w Internecie, telefony z ofertami, reklamy w skrzynkach, badania rynku i wiele innych, może i trafniej ukazujących skalę zjawiska.
Ludzie lękają się jeszcze tego procesu ale – w ciemno stawiając hipotezę – zaczynają dostrzegać szereg płynących z niego korzyści. Czyż klient nie zyskuje, gdy zamiast trawić energię na wyszukiwanie informacji oferenta pozwala im samym do siebie docierać na jego koszt?
Ciekawy jestem np. czy liczba osób podających przy zakładaniu konta poczty elektronicznej prawdziwe dane nie ma ostatnio stałej tendencji wzrostowej.
A rząd?
Leniwa ta paskuda nie kwapi się rzecz jasna do sportowej walki tylko stara się przymusowo zmonopolizować pobór informacji.
Rząd wprowadza przepisy o tzw. ochronie danych osobowych, które w istocie są przepisami o ochronie rządowego monopolu w tym zakresie. Podejrzewam, że świadomie lub nie rząd nakręca też histerię i strach związany z pozyskiwaniem danych przez swoich prywatnych konkurentów. Bo prawdę pisząc co mi szkodzi, gdy potencjalny dostawca zna mój gust i przedstawia w związku z tym zawężoną ofertę? Gdzie tu jest jakaś moja strata?
Prymitywność rządowych metod poboru informacji, jak to bywa, ociera się o groteskę. Władza dławi się ogromem treści, w dużej części funta kłaków niewartej, nie radzi sobie ani z jej przetwarzaniem ani z wykorzystywaniem. Wystarczy zresztą wycieczka po Urzędzie Statystycznym i widok sennych pań, które przekładają sobie papiery z jednego biurka na drugie by mieć świadomość sprawności rządu w tym zakresie.
Może i rząd tymi swoimi niesportowymi metodami coś tam zwojuje, kogoś-tam zamknie do paki itd. ale generalnie prawdopodobieństwo rządowych represji w jednostkowych sprawach będzie raczej maleć. Rzeczywistość zbyt szybko się komplikuje a władza ze swoim liczydłem wyraźnie już nie nadąża. Jeszcze trochę i smoczysko zadławi się tą treścią na amen.
Tak dla rozluźnienia: oglądałem kiedyś program o NRD i ichnich służbach specjalnych. Jak się okazuje nasi zachodni bracia w ustroju przechowywali nawet zapachy swoich poddanych! W ogromnych pomieszczeniach przechowywana była gigantyczna ilość słoików, każdy ładnie opisany, ustawiony na swoim miejscu i zawierający równiutki kawałeczek tkaniny nasączonej wonią potencjalnego wroga ustroju!
Umysł niemiecki potrafi jak widać technologicznie rozwiązać problem uporządkowanego magazynowania czegoś tak ulotnego jak zapach. Udzielić odpowiedzi na pytanie – „po co ?” – temu zadaniu już umysł niemiecki nie podoła.
RSS Feed
Posted in Uncategorized 