Niemieckie periodyki propagandowe wyją jak raniony drapieżnik. Szok, koszmar, skandal – tak w ojczyźnie nazizmu gazety określają wynik irlandzkiego referendum. Niemcy straszą „powstaniem Europy dwóch prędkości”, utratą znaczenia przez Europę, która pozwoli dyktować warunki „maruderom”.
Postuluje się skupienie „europejskich reformatorów” wokół Niemiec, Francji i krajów Beneluxu, sformułowanie nowego traktatu i skuteczne już wepchanie go w irlandzkie gardło.
Podobnie jest w drugorzędnej części eurotandemu – Francji. „Le Figaro” stwierdza wprost: “na szczęście Irlandia jest jedynym krajem, którego Konstytucja nakazuje zorganizowanie referendum w sprawie każdego traktatu“.
Jak widać – niemieccy i francuscy konstruktorzy euroreżimu niespecjalnie już kryją swoje plany siłowego wprowadzenia biurokratycznej dyktatury na kontynencie.
Gigantyczna ofensywa propagandowa może jeszcze przynieść owoce. Od czasów Mussoliniego i Hitlera europejska machina propagandy wiele zyskała na wyrafinowaniu. Takie rozwiązanie dla Brukseli byłoby optymalne – demokratyczny kwiatek w Irlandii do parlamentarnego kożucha w reżimach europejskich. Niewielka przewaga głosujących na „NIE” kusi do jej „perswazyjnego” przełamania.
O tym jak intensywnie propaganda bombardowała irlandzkie mózgi przed referendum pisze dziennik „Irish Examiner”:
niemal każda partia, która kiedykolwiek była u władzy [podkr. - GL], prawie wszystkie organizacje gospodarcze, Kościół, większość związków zawodowych i organizacji farmerskich oraz spora część komentatorów zalecała ratyfikację traktatu.
A jednak się nie udało.
Inną drogą dla Brukseli jest całkowite oparcie się na decyzjach skorumpowanych parlamentów państw europejskich czyli na głosowaniu tych, którzy sami będą korzystać z przynależności do kasty rządzącej Europą. Oni oczywiście zagłosują za własnym bogactwem i władzą.
Szerzej o reakcjach europejskiej prasy na Onecie.
RSS Feed
Posted in
Tags: 