Brak rządu to nie chaos

Moje elukubracje na niniejszym blogu takie jakieś są drażniące, że sugeruje się nawet mój odstrzał prewencyjny :)

Cóż – wyśmiewanie się z groteskowych podrygów różnych rządów jest czymś, przed czym naprawdę trudno jest się powstrzymać dysponując chociażby krztyną poczucia humoru.

Co ja poradzę, że jak minister Giertych zapowiada wielkie liczenie ciężarnych uczennic to przed oczami mam obraz jakiegoś wielkiego liczenia, powiedzmy – bizonów, które przebiegają kłusem pomiędzy drewnianymi balustradami!?

Niemniej – zdaję sobie sprawę, że jeśli mówię, że państwo nie jest konieczne czy wręcz, że rozsypuje się ono na naszych oczach to u wielu czytelników jawi się w myślach obraz bezpaństwowego chaosu i dzikiej sawanny gdzie lew topi kły w grzbiecie każdej byle słabszej antylopy.

Tymczasem, prawdę pisząc, społeczność bezpaństwowa to nie jest jakaś wizja bardzo odbiegająca od tego co jest teraz. Przecież i teraz wszystko reguluje rynek. Rząd nie jest jakimś wielkim kreatorem obecnej rzeczywistości.

To, że ja zarabiam tyle, lekarz tyle, bufetowa tyle – tego nie ustala rząd tylko rynek. To, że biedni dostają pomoc, to, że chroni się słabszych – tego również nie ustala rząd tylko rynek, chociażby objawiał się ten wpływ na etapie decyzji przy urnie parlamentarnej.

Jeśli 90% ludzi twierdzi, że należy pomagać słabszym, to czy gdy zniknie rząd – zmienią zdanie? Byłoby to dziwne.

To, że powstają hipermarkety, to że ludzie się uczą, to, że działają zbiorowo celem obrony przed przestępcami, to, że powstają takie a nie inne przepisy – to wszystko jest efektem działania rynku.

Rząd nie jest Wielkim Sterowniczym pojazdu zwanego państwem tylko jakimś kawałkiem złomu, który dlatego tylko ma duże znaczenie, że jest wbity w oponę i pojazd z tego powodu niemiłosiernie się wlecze.

Rząd w żaden sposób nie jest architektem obecnej rzeczywistości. Rząd zaledwie stara się na nią wpływać a wszystko co mu się uda to jakieś słabe nagięcie rynkowych procesów w takim czy innym miejscu, które dla poddanych temu nagięciu zawsze jest niekorzystne.

Alternatywą obecnego porządku z pewnością nie jest chaos. Prawdę mówić – alternatywą nie jest nawet jakiś inny porządek zupełnie odmienny. Alternatywą jest ten sam porządek, różniący się od obecnego brakiem pewnego elementu będącego źródłem gangreny i zwanego rządem.

Marlowe na swoim blogu przedstawił typowe, etatystyczne obiekcje. Obsobaczył mnie potem, że bezczelnie zwlekam z odpowiedzią więc właśnie tym tekstem odpowiadam (z konieczności – z grubsza) Marlowe’owi i innym osobom mającym podobne zdanie.

Etatyści twierdzą, że gdy zniknie rząd – zapanuje chaos. Twierdzili to zapewne wtedy, gdy ktoś kwestionował boskość faraona, gdy ktoś kwestionował niewolnictwo, gdy ktoś kwestionował harmonijny porządek piramidy stanowej, gdy ktoś kwestionował króla panującego z łaski niebios…

Dzisiaj nie ma boskiego faraona, nie ma siły niewolniczej, nie ma stanów, nie ma króla panującego z łaski niebios – a porządek jakoś trwa i ma się dobrze.

Marlowe pyta: kto ma tworzyć prawo?

Bedąc studentem prawa najstarszej polskiej szkoły wyższej Marlowe z pewnością wie, że to prawne zwyczaje pojawiły się najpierw a potem dopiero ich kodyfikacje. W zasadzie to żaden ustawodawca nie „tworzy” prawa tylko je spisuje.

To rynek powoduje, że ustalają się pewne reguły a działalność „prawodawcza” albo jest tych reguł notyfikacją albo radosną twórczością, która rynek ignoruje. Jeśli ustawy są taką właśnie radosną twórczością wówczas stają się fikcją bo najczęściej się ich po prostu nie przestrzega.

Powie Marlowe, że rynek nie stworzy takich smakowitych konstrukcji prawnych jak skarga pauliańska czy hipoteka.

A spójrzmy np. na język polski. Jaki geniusz albo jakie szacowne gremium ustaliło reguły semantyki, składni, odmiany? Któż uchwalił tak znakomicie współgrające ze sobą normy, w jakim załączniku do jakiego aktu podano taki ogrom znaczeń poszczególnych wyrazów? Kto wymyślił przysłówki, imiesłowy, przydawki, zaimki? Nikt. Normy te powstały na rynku mocą ogromnej liczby pojedynczych decyzji rynkowych graczy.

Wizja społeczności bezpaństwowej wcale nie zakłada „że wszyscy będą dobrzy”. Dlaczego niby? Przestępców rynek potraktuje tak samo jak obecnie. O, przepraszam! Potraktuje ich o wiele bardziej adekwatnie – ani surowiej ani łagodniej. Jak? Z chęcią będę o tym pisał w kolejnych notkach.

Marlowe twierdzi, że jak padnie państwo to po schedę sięgną korporacje. Pojawia się pytanie: czy korporację będą stosować przymus? Jeśli tak to upadną jeszcze szybciej, na tej samej zasadzie na której upada dzisiaj państwo (bo w istocie państwo to nic innego jak właśnie korporacja przyznająca sobie prawo stosowania przymusu).

Zarażone trądem przymusu korporacje tak samo wyizolują się z wolnego rynku jak rządy. Pozbawią się tym samym podstawowej informacji o własnej skuteczności jaką jest zysk-strata na wolnym rynku i najzwyczajniej w świecie wyzdychają.

A jeśli korporacje przymusu stosować nie będą? A kto miałby wtedy coś przeciwko ich istnieniu???

Marlow pisze jeszcze: „zawsze część ludzi będzie wolało oddać kawałek swojej suwerenności dla poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji”. A ja się pytam: kto im tego będzie w wolnym społeczeństwie bronił?

Polemika na pełnej długości linii frontu możliwa jest w formie książek ale nie w formie blogowych wpisów. Z konieczności zatem rozłożona musi zostać na inne wpisy i komentarze u mnie i u moich interlokutorów.

To tak na wszelki wypadek, żeby potem nie było, że przemykam się nad tematem używając ogólników i unikając niektórych zagadnień ;)

You can leave a response, or trackback from your own site.

Leave a Reply