Dziś mija 300 lat od wejście w życie prawa, które dało początek całego prawodawstwa dotyczącego praw autorskich. 300 lat wydaje się długo, ale gdy spojrzymy na to przez pryzmat znacznie dłuższego czasu, w którym ludzkość tworzyła dzieła obecnie uznawanie za przedmioty “własności intelektualnej”, to argument o niezbędności praw autorskich dla tworzenia nowych dzieł nie wydaje się taki znów mocny.
Oczywiście, przez te ostanie 300 lat rozwój dzieł był znacząco większy niż w całej poprzedniej historii ludzkości, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że korelacja nie oznacza przyczynowości. Miliardy stworzonych przez użytkowników dzieł, z którymi możemy obcować w tysiącach serwisów, nie powstało dlatego, że mamy wyjątkowo mocne i zachęcające do tworzenia prawa autorskie, ale raczej wbrew nim. Oraz głównie dzięki nowym technologiom, których rozwój byłby jeszcze lepszy, gdyby nie ograniczenia praw autorskich i patentowych.
Maciej Miąsik
RSS Feed
Posted in Uncategorized
Tags: 
Wciąż nie rozumiem po co ta agresja przeciwko twórcom.
Sprawa jest prosta: nie chcesz = nie kupuj. Nikt nie zmusza. Książka, film, czy gra komputerowa nie jest nikomu potrzebna do życia.
Autor z kolei ma prawo do czerpania korzyści materialnych ze swego dzieła. Wielu twórców udostępnia swoje dzieła za darmo – to ich prawo, jak i prawo do pobierania opłaty za korzystanie z nich. Niektórzy z tego utrzymują rodziny, jeśli nie dostaną wynagrodzenia, to zwyczajnie przestaną tworzyć.
Postaw się na miejscu twórcy:
Domagasz się jakichś specjalnych przywilejów? Żądasz ode mnie żebym pracował dla ciebie za darmo? A jakim prawem, kim ty jesteś? Uszanuj moje prawo do mojej pracy i jak ci się nie podoba zwyczajnie nie kupuj.
I żeby było jasne: bardzo wielu libertarian uznaje prawo autora do dysponowania swoim dziełem. Nie wiem czy większość, nie robiłem badań, ale jednostronne przedstawianie tematów nie godzi się portalowi który aspiruje do miana poważnego.
To prawda, że część libertarian uznaje prawa autorskie za prawo zbliżone do własności. Temat przedstawiany jest tutaj od strony infoanarchizmu, ponieważ profil tej witryny jest libertariański ale też infoanarchistyczny.
To kwestia wyboru – prawa autorskie można popierać ale można im być przeciwnym; rozstrzygnięcie nie jest zapisane w jakimś idealnym prawie naturalnym. Nie jest to “agresja przeciw twórcom”.
Argumentować można obficie. Wydaje mi się, że nowoczesny ekwiwalent za pracę w informacji może być inny niż tantiemy za “prawa autorskie”. Przykładami choćby WordPress albo “Sita sing the blues”: http://www.libertarian.pl/dwa-dziela-dwa-podejscia
Swoboda obiegu informacji to stan niezwykle sprzyjający innowacyjności.
P.S.
Z chęcią zamieszczę jakiś tekst broniący praw autorskich. Profil witryny nie wyklucza swobodnej dyskusji.
Dziękuję za zrównoważony komentarz. Być może jakiś dobór słów w artykule sprawił wrażenie jednostronnego.
W każdym razie jeśli kiedyś będę mieć więcej czasu, to może napiszę jakiś artykuł. Na tę stronę trafiłem niedawno i na razie przeglądam zasoby :)
Jacku, przeciwnicy praw autorskich nie postulują byś pracował za darmo.
“jak się nie podoba to nie kupuj” to nie jest rozwiązanie. Ja chciałbym dać ci pieniądze za twoją twórczość ale nie chciałbym abyś rościł sobie jakikolwiek prawa do tego co już mi sprzedałeś. To co mi sprzedałeś jest moją własnością, a skoro tak to mam prawą robić z nią co zechcę (skopiować, sprzedawać, wykonywać publicznie itd.) Zdaję sobie sprawę, że wykorzystywanie aparatu państwowego by bronił twego monopolu jest dla ciebie wygodne. Uważam, że jest jeszcze wiele innych sposobów zarabiania na twórczości. Jeśli nie są one teraz popularne to tylko dlatego bo istnieje wygodny, kosztowny i utopijny system praw autorskich.
Bardzo chciałbym doczekać merytorycznej dyskusji jak mógłby system pobierania opłat funkcjonować bez łamania praw własności i budowania państwa policyjnego.
Ja akurat nie chcę by aparat państwowy bronił mojego monopolu. Wystarczy zwykłe cywilne dochodzenie swoich praw zapisanych w dobrowolnych umowach. Zauważ, że np. kupując grę komputerową, czy film, czy książkę nie kupujesz jej na własność bezwarunkowo. Zawierasz pewną umowę, w której są pewne zastrzeżenia. I to wszystko. Możemy się umówić, że pozwolę Ci za pewną kwotę obejrzeć mój ogród, bo tam wyhodowałem ładne kwiaty. Ale nie stajesz się przez to właścicielem ogrodu.
I to chyba najważniejsze co mam do powiedzenia w tym temacie. A czy zastrzeżenia są pisane małym druczkiem, czy dużym, czy ktoś o nich zapomniał, to już inna sprawa. A aparat państwowy niech się zajmuje czym innym.